kom 10 wszystko jest chore...

Zdychałam dwa tygodnie w domu. Niby pierwsza diagnoza grypa.. po tygodniu nic lepiej, a nawet gorzej. Wszystko, co najgorsze mnie dopadło.. katar, kaszel, gorączka.. Leżałam, więc od czwartku już na amen.. nie ruszałam się z łóżka. Uświadomiłam sobie dzisiaj, że to moje pierwsze takie leżenie od dnia, w którym urodziła się Tosia. Pierwszy raz ja leżę i niczym się martwić nie muszę. Czasem jak się nie martwię to nie mam, co jeść, ale o tym za chwilkę. Chore jest to, że takich matek, które leżą na kanapie, nie robią nic jest bardzo dużo. Jak dla mnie ciągle za dużo. Troszkę mnie to przeraża. 


Bo chore jest to, że ja przez ostatnie dwa tygodnie straciłam wiele fantastycznych momentów w życiu mojej kruszyny. Mowa przecież o radościach, zachwytach, ale i o łzach uronionych podczas szaleńczego biegu po pokojach. Bo wiecie Tosia po mamusi odziedziczyłam przypadłość nie mieszczenia się we framugach .. norma. Mam nieodparte wrażenie, że te kilka dni jestem kilka kroków do tyłu. Nie mogłabym być taką beznadziejną, totalnie obojętną matką. Przecież to jest kwintesencja macierzyństwa. Rodzimy dzieci po to żeby być dla nich, po to żeby każdy kolejny dzień był odkryciem, po to żeby nasze Zycie stało się piękniejsze. Rodzimy po to żeby życie się zaczęło i po to żeby miało sens.

Chyba nigdy nie zrozumiem jak ktoś może czuć inaczej. Ostatnio usłyszałam modre słowa.. "Nie chcesz dziecka, masz je bić, poniżać, gnębić... ODDAJ". Na początku się zbulwersowałam, ale no niestety coś w tym jest. Dziecko zapewne przez wiele lat nie zrozumie, nie będzie miało pojęcia, co mogłoby je spotykać każdego dnia. Będzie niedosyt.. eh odbiegłam od tematu, ale tak strasznie przez tą moją chorobę nie mogę sobie w głowie wielu kwestii poukładać. 

Po przez ostatnie dwa tygodnie nasze życie było niepoukładane. W domu chaos, wszyscy zmobilizowani. Bo jedna babcia robiła nam zakupy i faszerowała owocami. Druga wzięła dzień wolnego żebym mogła wyleżeć się w łóżku. Co my byśmy bez nich zrobili. Ja chyba bym się wykończyła to jest pewne !!

Babcia Ela zrobiła nam obiad kilka razy. Bo wiecie facet + kuchnia = pusty brzuch..  Tak nasz czwartkowy obiad też był chory. Miała być ogórkowa. No tak, ale ja super perfekcyjna żona i matka o Pani domu już nie wspomnę miałam zupę ogórkową z dnia poprzedniego. Bo wiecie przewidziałam to, że będę zdychała i ugotowałam na dwa dni. Wszystko było by ok gdyby warzywa, których zawsze daję dużo nie wchłonęły całej zupy. Dla moje Mężusia to jednak nie problem.. dolał wody, pogotował, doprawił nie chcę wiedzieć, czym i tadam.. Drugie danie też z poprzedniego dnia.. wystarczyło ugotować ziemniaki.. o oto taki dialog przy stole..

JA: Kotek te ziemniaki ciut za słone..
M: hmm no w sumie.. wiesz troszkę wodę przesoliłem.. ale chyba jak coś jest za słone to wrzuca się ziemniaka.. 
Ja: i...
M: wrzuciłem do tej przesolonej wody ziemniaki.. 

No i wiecie ja narzekam na jedzenie w przedszkolu. Krytykuję wafle ryżowe z masłem a w domu patologia.. ..

Dzisiaj na szczęście czuję się lepiej. Uratował mnie antybiotyk za 3,20 zł, babcie, chyba ze 100 herbat z miodem od Mężusia i Carla Montero.. dałam radę. Tosia też już lepiej od dzisiaj jest w przedszkolu i mam nadzieję, że utrzyma się zdrowa jeszcze przez przynajmniej dwa tygodnie.. może trzy.. jak będzie zdrowa przez miesiąc to odegram fanfary.. jak będzie jutro chora to ja lecę na marsa bo mam już dość !! 



A jak u Was .. też chorobowo ?!

10 komentarzy:

  1. u nas też było chorobowo, ale przeszło - mam nadzieję, że do następnej zimy :p o naiwności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj to dobrze.. oby przeszło.. ja też będę naiwna.. a co kto mi zabroni !

      Usuń
  2. u nas ten etap zakończony od piątku i oby jak najdłużej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas już lepiej.Jutro do kontroli,a po jutrze do przedszkola mam nadzieję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Swoją drogą ( pomijając fakt , że ominęło cię wiele fantastycznych chwil ) to smutne,że tylko podczas choroby ( a to to też nie zawsze ) kobieta ma czas by odpocząć, poleżeć i nic nie robić .. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja właśnie zaraz wybieram się do kontroli z dzieckiem, mam nadzieje że już nie będzie słychać szelestu i zapalenie płuc będzie tylko wspomnieniem ;-)

    Pozdrawiam
    ewanka

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie popieram wychowywania dzieci przez rodzeństwo. Taka matka zawsze znajduje pretekst, żeby starsze dzieciaki przejęły jej funkcje kosztem własnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to co napisałaś ma związek z tekstem.. eh..
      Pzdr
      Kasia

      Usuń
  7. Martynka pierwszy dzień w przedszkolu, po 5 dniowej przerwie, ja chora, ale siedzę w pracy, więc ogólnie fantastico :/ też się zastanawiam ile dni tym razem M pochodzi....to masakra jakaś .

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja siedzę z chorą córką (sam też jestem chora) - dychamy sobie obie :/
    Zazdroszczę babć w pobliżu...

    OdpowiedzUsuń