kom 3 Podsumowanie weekendowe 2/2014

Zastanawiam się czy to jeszcze zima czy już wiosna. Sikorki tak pięknie ćwierkają. Na dworze dziesięć stopni na plusie oczywiście, a my jakby rozleniwieni tym przesileniem. Nie licząc mojej sobotniej podyplomówki nie spieszyliśmy się. Tosia zaliczyła pierwszą w sezonie przejażdżkę rowerową, a ja nauczyłam się robić faworki.


Tosie rozrywają wewnętrzne pokłady energii, które chyba magazynowała przez ostatnie miesiące. Niech tak zostanie !



FAWORKI
Wiecie nie sądziłam, że to jest takie trudne.. sładniki, bicie, wałkowanie na grubość milimetra i smarzenie.. Zawsze jadłam ze smakiem, a nawet bezmyślnie, a wczoraj dwie godziny sterczałam w kuchni z teściową i szczerze każdy kęs był i jest na wagę złota.



Weekend był zdecydowanie rodzinny i mam nadzieję, że każdy kolejny już taki będzie. Musimy się jednak zebrać żeby ruszyć się troszkę z domu bo ciut się zasiedzieliśmy.

3 komentarze:

  1. hehe ja raz w życiu zrobiła faworki (u nas chrusty) pamiętam że pokłóciłam sie wtedy z Wojtkiem i tak waliłam w to ciasto z nerwów, że potem moje faworki tak wyrosły że koleżanka która robiła z tego samego przepisu nie miała do moich szans :)
    Wszyscy potem się pytali co ja zrobiłam że tak wyrosły, jak powiedziałam dlaczego to nikt mi nie uwierzył :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre.. u nas wyrosły też ładnie ale u nas Tosia biła.. jak ja żałuję, że jej nie nagrałam. Bardzo przejęła się swoją rolą..

      Usuń
    2. Bardzo apetycznie wyglądają :)

      Usuń