kom 11 Tak jakoś jesiennie..

Dzisiejszy dzień jest inny od poprzednich.
 Dzisiejszy post też będzie inny. Sama dzisiaj czuję się jakaś taka dziwna. Pewnie to jesienna aura tak na mnie wpłynęła i milion innych czynników. Jednym z nich pewnie to rozleniwienie. Zazwyczaj w poniedziałki jest podsumowanie weekendowe. Dzisiaj i tego wpisu nie będzie. Bo.. nie mam zdjęć, a mój iphon odmówił posłuszeństwa i pamięć ma pełną. Nasz mały canon się rozładował i fotek nie było. 

źródło

Weekend zaczęliśmy w czwartek 
budząc się z ranka całą naszą rodzinką w komplecie. To są cudne chwile. Takie nasze i tylko nasze, a dziś Tosia już śpi. Mężuś za chwilkę wraca ze sklepu, a ja tak siedzę i rozmyślam. 

Tak jakoś dzisiaj jesiennie, zimno, mokro.. 
na dzień dobry z rana chciałam wskoczyć to ciepłej wanny. 6:10 za oknem zimno, w domu zimno bo w blokowiskach jak naszym jeszcze nie grzeją. Włączam wodę myję twarz.. dotykam, a tam lodowato. Co jest grane.. znowu zimna woda ?? O co chodzi ?? To już czwarty raz w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Tak ma być do 19ego.

W pracy jak w pracy - zimnica !! 
Koleżanka Agatka poratowała mnie ciepłą herbata z cytryną i miodem.. zrobiło mi się lepiej. Po chwili znowu zimno. Miałam dużo pracy więc na chwilkę zapomniałam. 

Po pracy fruu po Tosie
 do babci, a tak jak zwykle pyszna latte.. babcia Marta to już mistrzyni !! O tak wiem co mówię !! Co muszę zaznaczyć dotarłam po Tosie o 15:15.. i zwlekłam się dopiero po 16. Pojechałyśmy do sklepu, a tam spotkałyśmy się z Mężusiem. Powoli, ospale, a wręcz ociężale robiłam zakupy. Bez pośpiechu bez pompy bo gdzie tu się spieszyć na wyjście ze sklepu na tą zimnice. 

W domku obiadek.. 
mmm dziczyzna babci Marty z wczoraj to smak ponad smaki. Ja się zmobilizowałam i ugotowałam kalafiorową.. ah cud miód.. uwielbiam jak taką zupę gotuje moja mama.. moja jakaś taka bez smaku, bez życia.. 

Staram się dawać z siebie co dzień ile się da !! 
Dzisiaj jakby ktoś wypuścił ze mnie powietrze.. 
jakby ta jesień spadła znienacka..
Po co nam ona !! 
Wolałabym odrazu zimę. 

Idę ubrać ciepłe skarpety !! 

oo i wodę do miski ciepłą sobie naleję .. 

11 komentarzy:

  1. Mnie jesień dobija. Ciągły wiatr, deszcz. Dopiero kilka dni takiej pogody, a ja już kaszle i mam chrypkę. Dodatkowo mam praktykę w przedszkolu, a tam głosu nie oszczędzam. Wszystko zbierając do kupy- jesień jest do bani!

    OdpowiedzUsuń
  2. Deszczowa, szara i zimna jesień najbardziej mnie dobija psychicznie :(

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas też deszczowo i zimno. pocieszę cię że już niedługo zaczyna się okres grzewczy.
    Ale póki co skarpety na nóżki i dużo herbatki z cytrynką i miodem :)
    Oby do wiosny haha.

    OdpowiedzUsuń
  4. ech... tak beznadziejna pogoda zawsze nam coś "zabiera" z organizmu.. mamy mniej energii, mniej optymistyczni jesteśmy. Taka pora tez na mnie tak działa. Kocham lato, wiosnę... to są fajne pory roku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. deszczowo, zimno (u nas też jeszcze nie grzeją) i ponuro, ale przetrwamy, mam nadzieję, że jesień jeszcze zrobi się ładniejsza:)

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham jesień, ale ostatnie dni są faktycznie ciężkie. Nic się nie chce, na nic nie ma siły. Jak tu dziecko zająć?
    całuję Was gorąco (na poprawę nastroju) :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyobraź sobie, że tu u mnie na wyspie taka jesień z deszczami i wiatrem co to głowę może oderwać trwa większość roku :/ Marzy mi się wyjazd do ciepłych krajów i powrót dopiero wtedy gdy tu zrbi się znów ciepło! Wiesz, u mnie najlepszym rozgrzewaczem okazała się herbatka imbirowa z cytryną i miodzikiem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem zimnolubna, jesień do zdecydowanie moja ukochana pora roku. Fajnie, że tak się różnimy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Super się czyta! Będę zaglądać częściej! Zapraszam do mnie :) http://stormofhormones.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń