kom 5 POŻAR - ZNIECZULICA - ŚMIERĆ CZŁOWIEKA

Długo się zastanawiałam czy o tym pisać czy nie. Postanowiłam że muszę. Muszę, a właściwie mam taką potrzebę. Wszyscy w mojej pracy wysłuchali tej opowieści już chyba po kilka razy, a ja jeszcze muszę o tym pisać.. muszę pisać bo cały czas myślę.. dlaczego ?


W sobotę byliśmy na nocy w muzeum ( pisałam o tym w PW ). Wyjechaliśmy w stronę domu żeby zawieźć mojego brata około 23:10. Muszę zaznaczyć, że przejeżdżam tą trasę codziennie jak wracam z pracy już od siedmiu lat. Było kilka takich lat, że jeździłam tamtędy też do pracy. Wracają jednak do sedna. Wracamy i jedziemy bardzo powoli 20, a nawet 15 na godzinę, bo droga cała w dziurach. Remontowali kanalizacje wiec szybciej sie nie da. Przed nami jechały chyba z trzy może cztery samochody.

Przejeżdżamy obok domu, który widzicie na zdjęciu powyżej (pierwszy przy drodze ). Dom, a może to i kamienica jest stara.. bardzo stara. Patrzymy, a tam kłęby dymu !! Dym walił z każdej dziury.. z dachu, ze szpar pomiędzy cegłami, walił tak, że aż nas zatkało. Pierwszy raz coś takiego widziałam. 

Podjeżdżamy bliżej, a w oknie widzimy kłębiący się ogień. Jak znacie widok palącego się ogniska lub świeżo mocno rozpalonego kominka to to było to. Było to właściwie coś podobnego. Widziałam coś takiego pierwszy raz w życiu.

Bez zastanowienia chwyciłam za telefon.. brat podpowiada numer 998.. więc dzwonię. Odzywa się pani dyspozytorka. Mówię gdzie jesteśmy.. co się dzieje.. nie mogłam nabrać tchu, a tak szybko chciałam wszystko powiedzieć Pani się pyta czy to dom mieszkalny !! Zatkało mnie. Płonący dom jest na mojej codziennej trasie, a ja nie wiem. Myślę myślę i mówie cały czas. Staram się sobie przypomnieć czy kogoś tam kiedyś w oknie widziałam PUSTKA !!

Mówię, więc że nie wiem. Dom jest stary.. zniszczony, ale to taka dzielnica i większość w okolicy jest takich. Okna wprawdzie były plastikowe więc mówię, że nie wiem.. może tak a może nie. Jeszcze raz podaję adres.. i sie rozłączam. 

Stoimy samochodem obok i jesteśmy tacy bezradni. Staliśmy tak z 5 min i nic.. Zaczęliśmy się nawet bać, że może w środku jest butla z gazem i wybuchnie albo cuś. W około cisza.. wszyscy śpią. Cisza i czarna noc i my !! Odjechaliśmy, ale w ciszy. Zawieźliśmy brata do domu a my pojechaliśmy potańczyć. Może byliśmy szoku.. bo jakoś chcieliśmy wyrzucić to zdarzenie z pamięci.. zapomnieć. 

Sama nie wiem, dlaczego !! 

W niedzielę dzwoni do mnie brat i mówi, że tam był człowiek. Podali w AKTUALNOŚCIACH, że sie zaczadził.Od tego telefonu cały czas myślę o tym mężczyźnie. Byliśmy tak blisko i niemogliśmy nic zrobić.

Zastanawiam się też nad tym, co by było gdybyśmy wyjechali 20 min wcześniej. Czy wtedy ten mężczyzna by przeżył?? !! 

Z N I E C Z U L I C A 

Przed nami jechały samochodny i NIKT nie zadzwonił !!
 DLACZEGO ?! 
DLACZEGO ?!
Cały czas zadaję sobie to pytanie. 

Pewnie długo jeszcze będę pamiętała o tym mężczyźnie, bo tak jak pisałam na początku codziennie wracając z pracy mijam ten dom. 

5 komentarzy:

  1. no nie fajne uczucie na pewno. hmm jechały samochody czemu nie zadzwoniły nie wiem pewnie było tak że nie chciały się mieszać niechzadzwoni ktoś inny a ten inny myslała tak samo i dlatego to wszystko też trudno mi pojąć ale po prostu tak jest no niestety a może ludzie wiedzieli że nikt tam nie miszka może to był bezdomny nie wiemy widocznie tak musiało być nie przejmuj się

    OdpowiedzUsuń
  2. Znieczulica totalna, ludzie w ogóle nie myślą, żeby pomóc komuś całkowicie bezinteresownie.
    Przykre, ale prawdziwe.;|

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie każdy pomyślał, że już ktoś zadzwonił...
    Straszne

    OdpowiedzUsuń
  4. :( nigdy nie chciałabym się znaleźć w tej sytuacji... straszne!

    OdpowiedzUsuń
  5. Może jednak ktoś wcześniej też dzwonił... Przykra i smutna sytuacja :(

    OdpowiedzUsuń